Wojaże w ciepłe kraje to już moja przeszłość, teraz ma sezon narciarski, więc myślę tylko o śniegu i zimowych ubraniach, dlatego sądzę , że jest idealny czas by napisać o moim sztucznym futrze.

Ten sezon ewidentnie należy do sztucznych futer i pluszowych płaszczy niczym z lat 70-tych, szczególnie kolorowych i wzorzystych. Nie wiem czy ten trend wziął się z miłości do zwierząt, ale ja uważam, nie będąc radykałem, że prawdziwe futro nie jest warte cierpienia zwierząt i jeśli jakoś mogę wpłynąć na ten proceder, to nie używając ich i zachęcając Was do noszenia sztucznych futer. Długo szukałam idealnego dla siebie. Zbyt włochate futra były dla mnie nieestetycznie za duże, zgrabniejsze kurteczki futrzane z kolei za lekkie na zimę. Najchętniej poszłabym w neonowy fiolet lub róż, albo w przepiękne kolorowe wzory. Masę takich pięknych futerek jest na Asos lub Revolve.com. W końcu zamiast kolorowego, czy klasycznie szarego wybrałam futerko w gepardzie cętki. Mój ideał znalazłam w H&M. Jest cieplutkie i puchate, Helenka uwielbia się w nie wtulać.

W zależności od sposobu wykonania niektóre futra są cienkie i przewiewne i nadają się na cieplejsze dni, jeśli znajdziecie takie to będzie idealne na wiosnę.

Zdjęcia robiłam niedawno w bardzo mroźny dzień w lutym. Mimo ,że może się wydawać inaczej, bo  roślinność na zdjęciach się wciąż zieleni,  było poniżej 10 st. Celsjusza. Regularna zima, a to futerko grzeje idealnie .

 

 

Futro H&M/ sweter Moschino/ spódnica TFNC/ buty Kazar/ czapka Icebreaker/ torba Armani Jeans PVC

Czy Ty też jesteś fanką pluszaków i sztucznych futer? Może w komentarzach podzielisz się zdjęciem swojego futrzaka? 🙂 Jestem bardzo ciekawa.