Zgodnie z zapowiedzią we wcześniejszym poście podzielę się teraz z Wami wrażeniami z podróży na południe Sardynii.

Na Sardynii byłam 2 razy w życiu, raz na majówkę i drugi raz pod koniec września, za każdym razem w tym samym miejscu. Naszym celem była nauka kite’a w szkółce w Porto Botte, chcieliśmy uniknąć męczących upałów, stąd wybór padł na Maj i Wrzesień. Nie zastanawiałam się w ogóle co to za miejsce. Nastawiałam się jedynie na ciśnięcie nauki na kajcie, a w przerwie liczyłam na spacery po naszym miasteczku z przystankiem na pyszne włoskie jedzenie i kawę. Na miejscu okazało się, że wyjazd będzie wyglądał trochę inaczej. Porto Botte to miejscowość w prowincji Carbonia-Iglesias na samym południu Sardynii, wg. wikipedii zamieszkuje tu 131 tyś. ludzi, w gminie o nazwie takiej samej jak pobliskie miasteczko Giba. Na miejsce najłatwiej przylecieć samolotem do Cagliari, a stąd autem do spotu. Do wyboru mamy 2 drogi o podobnym dystansie 80 km, ale jedna jest szybsza, a druga to serpentyna wijąca się wśród gór, którą będziemy jechać 40 km/h ze względu na zakręty.

Okazało się, że trafiliśmy do zupełnie nieturystycznego regionu. Nie ma tu kurortów, zagranicznych sklepów, turystycznych, gwarnych deptaków. Miejscowi głównie zajmują się rolnictwem. Tereny w okolicy Porto Botte dosłownie wieją pustką. Wypasają się tu kozy, jest mnóstwo dzikiego ptactwa, przepięknych dzikich kwiatów, ludzi niewielu. Turystyka się tu nie rozwinęła, ponieważ miejscowi są nieufni wobec obcych i nie chcą stracić swojej pięknej krainy. Jeżeli chcesz zapomnieć o świecie i zwolnić na moment w życiu, to miejsce jest idealne. Nie ma tu szybkiego internetu, telefony często tracą w ogóle zasięg.  Przy samym spocie są rozlewiska na których mieszkają flamingi!

Kiedy nie wieje, słoneczko przygrzewa bardzo mocno, woda w morzu jest cieplutka,  a plaże w okolicy piękne. Latem uprawia się tu kitesurfing, windsurfing, surfing i wakeboard, a zimą jeździ się tu na rowerach. Na drogach prawie nie ma ruchu, a widoki w dolinie są malownicze.

Najbliższe zakwaterowanie jest w Villarios, 5 km od Porto Botte, jest to kompleks tarasowo położonych apartamentów, większych i mniejszych , niektóre 2 poziomowe, z balkonami lub ogródkami. Na terenie obiektu znajduje się basen oraz przestrzeń na grilla lub ognisko. Apartamenty znajdują się na szczycie wzgórza na którym położone jest Villarios i wszystkie zwrócone są frontem do spotu. Widok jest fantastyczny.

Widok z salonu apartamentu.

Nocą widok z apartamentów też jest piękny.
Widok z tarasu innego apartamentu w którym mieszkaliśmy we wrześniu.

Villarios okazało się nie tyle miasteczkiem, co raczej osiedlem domków na wzgórzu, z jednym sklepem (najczęściej zamkniętym ) i jedną kawiarnią ( nie miałam okazji wstąpić do niej), jeden kościół, ten przypominał o sobie dzwonieniem każdego dnia. Było tym dziwniej, że przez 2 wyjazdy widziałam tam kilku mieszkańców tylko, niby w Villarios jest boisko i placyk zabaw, ale ja nie widziałam tam żadnych dzieciaków. Podczas spaceru byliśmy takim ewenementem, że starsza kobieta, mieszkanka jednego z domów wyszła widząc Helenkę, żeby z nią porozmawiać i pośmiać się. Niestety żadne z nas nie mówi po włosku, więc skończyło się na uśmiechach :). Miejscowi hodują tu sobie zwierzątka, na drzewach rosną pomarańcze, figi i grapefruity, dla naszego polskiego klimatu to niezła egzotyka.

spacer po Villarios
Villarios

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W samej okolicy nic się nie dzieje.  Nie ma transportu miejskiego ani taksówek, samochód to podstawa. Przyda się, żeby dojechać na spot, kupić jedzenie do apartamentu, jeśli chcecie gotować, lub podjechać gdzieś na śniadanie. Można wynająć coś już na lotnisku z wyprzedzeniem, albo wynająć coś z pomocą szkółki od lokalesów. W okolicy Villarios najbliższa restauracja jest na spocie, jeśli chcecie gotować sami to zakupy zrobicie w najbliższym większym mieście Gibie (5km). Są tam 2 Lidle i 1 jakiś konkurencyjny supermarket ( nie pamiętam nazwy, może Spar), jest tam też więcej lokali gastronomicznych.

 

 

Na początku maja, kiedy byliśmy pierwszy raz było jeszcze za zimno na kąpiele w morzu, zimny wiatr skutecznie ochładzał powietrze do 20 st, wtedy też jest w tym regionie mniej ludzi, dla zmarźluchów to nie najlepszy okres. Jak widać po moim zdjęciu, bez długiej pianki ani rusz do wody.

 

Tak sobie poczynałam z latawcem podczas lekcji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spot Porto Botte i jego najbliższa okolica.

Nie może zabraknąć zdjęcia fashion. W krajobraz Sardynii pięknie mi się wpasowała kolekcja H&M, prawie „od stóp do głów” z wyjątkiem sandałów i okularów. 😉

Jednak wcale nie musicie się nudzić w Villarios. Mając samochód możecie zrobić sobie wiele ciekawych wycieczek po okolicy tak jak my to zrobiliśmy.  20 km stąd znajduje się wyspa Sant’ Antioco, z klimatycznym portem, zabytkowym miastem i kościołem,  z której można popłynąć razem z samochodem promem na wyspę San Pietro. Wybrzeże w obie strony obfituje w przepiękne plaże. Niektóre są dzikie, a przy innych znajdziecie knajpki, kempingi i porty.

Sky High Porto Botte

Wszystkimi naszymi odkryciami podzielę się następnych postach. Zachęcam do zapisania się na newsletter, albo obserwowania moich mediów społecznościowych, guziczki poniżej. Wtedy nic Wam nie umknie.