Najczęściej występująca w kosmetykach myjących substancja ukrywająca się pod nazwą :

  • Sodium Lauryl Sulfate = SLS
  • Sodium Laureth Sulfate = SLES
  • Sodium Lauryl Sulfate
  • Sodium Laureth Sulfate
  • Ammonium Lauryl Sulfate
  • Sodium Myreth Sulfate
  • Laurylosiarczany sodu

to nic innego jak tanie detergenty syntetyczne, czyli substancje powierzchniowo czynne, od dawna stosowane w przemyśle. Znajdziemy je w każdym płynie czyszczącym: do podłóg, samochodów, sanitariatów, jednym słowem wszędzie w chemii gospodarczej.


W kosmetyku spełnia dwie ważne funkcje :
daje właściwości myjące oraz jest substancją pianotwórczą.

Niestety wraz z  brudem usuwa też ze skóry lipidy, w efekcie czego zmienia się pH skóry z kwaśnego na zasadowe. W skutek tego następuje pogorszenie funkcji barierowych skóry. Staje się ona sucha, szorstka i podatna na podrażnienia.
W ten sposób dochodzimy do szkodliwych skutków stosowania SLS-ów. 
Są to substancje silnie alergizujące.  

Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków)” 

Nie każdy odczuje od razu to działanie ( chodź ja odkąd zmieniłam mydło na takie bez SLS, to przestałam po kąpieli mieć czerwoną, piekącą skórę- o co zawsze oskarżałam wodę). Ze względu na to działanie do kosmetyków dodawane są substancje renatłuszczające skórę ( których też lepiej unikać, ale o tym napiszę w innym poście, by nie zarzucić was faktami).

  • PEG-7 Gliceryl Cocoate
  • Cocamide DEA
  • Cocamide MEA
  • Laureth-6

Ponadto dodaje się również substancje łagodzące drażniące działanie SLS, np. hydrolizaty protein, m.in. mleka lub pszenicy oraz betainy, np. Cocamidopropyl Betaine ( uwaga!!! Jeżeli występuje samodzielnie w produkcie wówczas nie jest szkodliwy. Jednakże w połączeniu z sodium lauryl sulfate (itp.) powoduje przesuszenie skóry, łupież, wypryski na skórze owłosionej i alergiczne zapalenie skóry) oraz Palmitamidopropyl Betaine.
Nie zaleca się używać w ciąży i w trakcie laktacji kosmetyków z SLS’ami, aby nie szkodzić naszemu maleństwu, które i tak jest narażone na mnóstwo toksyn- a jak się okazuje, łożysko nie jest żadną barierą dla szkodliwych substancji.

Oczywiście stężenie tych substancji w  kosmetyku jest dla człowieka niegroźne, ale i tak nie jedna osoba odczuje skutki zapalenia skóry, świąd, czasem nawet są to przesuszone łuski i wrzody.Niestety kumuluje się ona w skórze , przenikając do krwiobiegu, więc im częściej mamy do czynienia z SLS’ami, tym gorszy skutek. Nie udowodniono działania rakotwórczego, ale u Dr.Henryka S. Różańskiego przeczytamy ogólnie o tej grupie substancji :

“Typowe detergenty syntetyczne, stosowane od dawna w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń oraz pomieszczeń. Obecnie są niemal w każdym toniku, balsamie, żelu myjącym, zmywaczu, szamponie i płynie do kąpieli. Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, upośledzają czynności gruczołów apokrynowych, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków). Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych. Powodują podrażnienie oczu i zapalenie spojówek. W razie dostania się do jamy nosowej, np. podczas mycia powodują nieżyt nosa. Przenikają ze skóry do krwi wywołując działanie ogólne. Ulegają kumulacji w ustroju. Są metabolizowane w wątrobie. Uszkadzają układ nerwowy i układ odpornościowy skóry. Obniżają stężenie estrogenów, mogą wzmagać niekorzystne objawy menopauzy. Wcierane w piersi i narządy płciowe mogą indukować nowotwory i uszkadzać spermatogenezę oraz owogenezę. Uszkadzają osłonki włosów powodując łamliwość i rozdwajanie włosów.
SLS i SLES wchodzące w skład kosmetyków mogą być zanieczyszczone rakotwórczymi dioksanami (dioxane).
SLS są mutagenami uszkadzającymi materiał genetyczny.
Nazwy handlowe składników sugerują, że są to naturalne produkty, a tak nie jest. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.”

Na szczęście na etykiecie każdego kosmetyku możemy przeczytać skład ( w pierwszej kolejności wymienione są kosmetyki o największym stężeniu, do ostatniego o najmniejszym). Trzeba też uważać na dodatek innych szkodliwych substancji- wiele mydeł naturalnych jedzie na parabenach i EDTA.
Jeżeli szukamy prawdziwych mydeł to znajdziemy je pod nazwą :

  • sodium palmate (mydło sodowe na bazie oleju palmowego), 
  • sodium palm kernelate (mydło sodowe na bazie oleju palmowego),
  •  sodium tallowate (mydło sodowe na bazie łoju zwierzęcego), 
  • sodium cocoate (mydło sodowe na bazie oleju kokosowego),
  •  sodium oleate (mydło sodowe na bazie oliwy z oliwek),
  •  potassium palmate (mydło potasowe na bazie oleju palmowego),
  •  potassium cocoate (mydło potasowe na bazie oleju kokosowego).

Na dzień dzisiejszy nie udało mi się jeszcze znaleźć szamponu bez SLS poza Pat& Rub, ale znalazłam już kilka mydeł i żeli pod prysznic, również dla dzieci i niemowląt. Postępującą listę takich kosmetyków znajdziecie wkróce tutaj.

A tutaj dla wnikliwych tabela substancji toksycznych :
http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm
oraz całkiem spory katalog wszytskich substancji używanych w kosmetykach, który nie stara się demonizować, aczkolwiek można wiele wyczytać między wierszami:
http://www.kosmopedia.org/encyklopedia/sodium_laureth_sulfate,349/id:349/