Na prośbę Pauliny zaprezentuję cień Armani EYES TO KILL  w kolorze 12 moonlight  w pełnej odsłonie.
Wcześniej pojawiła się o nim wzmianka przy okazji prezentacji Narsa tutaj
Wg. opisu na stronie producenta  EYES TO KILL – Silk eyeshadow to :
  • Łączy w sobie gładkość pudru z lekkością kremu
  • Łatwo się rozprowadza, równo pokrywa powieki
  • Innowacyjna hybrydowa formuła zapewnia bogate, żywe kolory
  • Formuła stay-true color gwarantuje trwałe i długie noszenie,
  • Wodoodporny, nie wałkuje się, nie ściera,
  • Każdy kolor jest podkreślony drugim pigmentem dla wielowymiarowego efektu,
  • Nadaje połyskujący, mokry look.
Jak jest faktycznie to napiszę na końcu 😉

Teraz przedstawię Wam w pełnej odsłonie z dużą ilością zdjęć.
Cień jest zapakowany w szklany słoiczek z czarną nakrętką.

Pod nakrętką kryje się dodatkowa przykryweczka, która podobnie zapobiega osypywaniu się cienia, który niby ma zwartą formułę, ale odrywają się od niego maleńkie kawałeczki.

Giorgio Armani Eyes to kill- 12 Moonlight
Na zdjęciu poniżej doskonale widać to o czym pisze producent- dwukolorowa pigmentację oraz konsystencję, która nie jest pudrowa, sypka, ale nie jest też to cień w kamieniu. Są to jakby ubite kawałeczki, podczas nabierania na pędzel cień zachowuje się trochę kremowo, trochę sypko…
Dziwne, ale dzięki temu cień nie ucieka z pudełka i nie osypuje się z powieki przy aplikacji, jak klasyczny sypki cień, przy czym bardzo łatwo się go aplikuje.
Giorgio Armani Eyes to kill- 12 Moonlight
Giorgio Armani Eyes to kill- 12 Moonlight
Po nałożeniu na palec, bez specjalnego rozcierania cienia widać już, że dominującym kolorem jest srebrny, a różowy dodaje efektu.
Co do jakości i trwałości cienia, to napiszę krótko, że nie próbowałam w nim spać i zawsze pod cienie używam jako bazę – Paint Pot Mac’a w kolorze soft ochre  i cień GA Eyes to kill trzyma mi się na pewno od rana do wieczora w niezmienionej formie,  gładziutki, napigmentowany bez załamań.
Wcześniej nawet nie zwracałam na to uwagi bo jestem przyzwyczajona , że każdy cień mi znikał( zwłaszcza Lancome- już po 3 godzinach) z powiek. A teraz nie mogę się nadziwić jego trwałości i jestem ciekawa czy inne cienie GA są tak świetne. Słoiczek spełnia swoją rolę, cień się nie wysypuje z pudełka, łatwa aplikacja. Na prawdę jestem zachwycona.
Kolor MOONLIGHT dotychczas używałam tylko na kąciki oczu i pod łuk brwiowy.
Teraz zdecydowałam się położyć go na całą powiekę.
Zaprezentuję dwa proste połączenia- z fioletem i szarością.

Fioletowy cień Nars – Daphne oraz Giorgio Armani eyes to kill- silk eyeshadow- Moonlight

Fioletowy cień Nars – Daphne oraz Giorgio Armani eyes to kill- silk eyeshadow- Moonlight
Tak się prezentuje z daleka:
Oczy: Nars- Daphne, Giogrio Armani- Moonlight, usta: Lancome L’absolu Nu

Szary cień Korres – 55 Metallic grey i Mac- Glamora castle oraz

Giorgio Armani eyes to kill- silk eyeshadow- Moonlight

Te zdjęcia wykonałam prawie 7 godzin odkąd się malowałam dzisiaj rano! Nic w makijażu oczu nie poprawiałam przez cały ten czas! Sama to sobie dopiero teraz uświadomiłam, kiedy zastanowiłam się o której godzinie się malowałam, a której wykonałam zdjęcia.
Szary cień Korres – 55 Metallic grey i Mac- Glamora castle oraz Giorgio Armani eyes to kill- silk eyeshadow- Moonlight

Szary cień Korres – 55 Metallic grey i Mac- Glamora castle oraz
Giorgio Armani eyes to kill- silk eyeshadow- Moonlight, Mac eyeliner Fluidline- Blacktrack
pomadka Mac- Lovelorn
Zdjęcie całości niezbyt udane, bo późno, słabe światło, ale bardziej zależy mi na pokazaniu, że połysk i blask wydobywa z cienia dopiero mocniejsze światło. Moonlight to idealny kolor do codzienne makijażu, jak i ciekawszych i mocniejszych kombinacji. Nie jest to też po prostu srebrny cień, bo na wielu zdjęciach jeśli przyjrzycie się odrobinę, to zauważycie ten różowy kontrastujący pigment 🙂