Obiecałam jakiś czas temu w tym wpisie zaprezentować Wam skrót z moich 3 skrajnie różnych wyjazdów wakacyjnych. O Majorce napisałam już tutaj.  Naszym kolejnym wakacyjnym wyjazdem rodzinnym był wyjazd na Mazury, do pensjonatu w Wilkasach nad jeziorem Niegocin. Są to bardzo bliskie okolice Giżycka. Mój luby miał tam obóz bokserki, więc pojechałyśmy z Helenką do towarzystwa.

Mieszkaliśmy w ośrodku Resort Niegocin. Są tam różne typy zakwaterowania, najnowocześniejsze jest zakwaterowanie typu APARTAMENT, ale już długo przed sezonem nie było wolnych miejsc. Nam został pokój w pensjonacie. Ogólnie ośrodek ma nowych właścicieli i częściowo jest odnowiony, więc jest zróżnicowany standard. Trzeba to sprawdzać dokładnie. Nasz pokój był niezwykle mały jak na 2 osoby dorosłe, myślę , że w sam raz dla 2 dzieci, my musieliśmy część bagaży trzymać w aucie, żeby jakoś móc się poruszać po pokoju :).

Na początku też spotkała nas niemiła przygoda. Po zakwaterowaniu i przyniesieniu naszych rzeczy do pokoju, pojechaliśmy na kolację, a kiedy wróciliśmy o 22 do ośrodka okazało się, że zaciął nam się zamek i nie możemy otworzyć drzwi. Nie będę się bawić w szczegóły techniczne, ale czekaliśmy w recepcji prawie do północy. Ośrodek nie miał żadnych innych wolnych pokoi, a nasze rzeczy i tak były uwięzione w pokoju. Musiał przyjechać ślusarz. Wywiercił stary zamek i zamontował nowy. Helenka zasnęła mi na kolanach, my byliśmy też cholernie zmęczeni. Wiercenie przed północą wywołało innych wkurzonych mieszkańców pensjonatu z pokoju… Do końca pobytu już na szczęście nie mieliśmy żadnych przygód.

Ogólnie jednak dobrze wspominam pobyt w tym ośrodku. Przypomniały mi się wyjazdy na kolonie, pokoje były takie same jak pamiętam z dzieciństwa, w recepcji bilard:) nawet zapach pensjonatu przypominał mi dzieciństwo, to było dosyć zabawne powrócić do dawnych czasów, Restauracja miała część dla grup, która przypominała kolonijne stołówki. Jedzenie proste, ale smaczne, takie w domowym stylu. Sery, masło, wędliny , zupełnie innej jakości, czuć, że to wszystko od lokalnych dostawców.

W ośrodku był plac zabaw i klasyczny barek z piwem, lodami i frytkami na skarpie, z pięknym widokiem na jezioro i Giżycko. Na dole nad jeziorem własna plaża z przystanią dla łódek i miałkim, żółtym piaseczkiem. Miejsce na ognisko i grilla, rowerownia, boisko,widziałam, wszystko tak jak pamiętam z dzieciństwa . W okolicy są inne ośrodki, blisko tawerna z pizzą, do Giżycka 15 min drogi, jeśli ktoś ma ochotę odwiedzić jakieś miasto. Polecam pojeździć po okolicznych lasach na rowerze. Droga wije się przez las i ukwiecone łąki, uwaga często jeszcze piaszczysta, na cieniutkich kołach będzie ciężko jeździć.


Kiedy przebywam na łonie natury, stawiam przede wszystkim na wygodę. Moim odkryciem z przed 2 lat są Sketchersy i wciąż pozostają nr 1 wśród najwygodniejszych butów do chodzenia. Są tak lekkie, że ich w ogóle nie czuć na stopie, a pianka memory foam amortyzuje każdy krok i daje bardzo przyjemne uczucie pod stopą. Od czasu Opener’a też wciąż towarzyszy mi złoty plecaczek z Reserved. Parę dni temu w Mediolanie widziałam praktycznie taki sami w butiku Patrizii Pepe.

Dawno się tak nie oderwałam od rzeczywistości i pędu miejskiego życia. Mogłam w spokoju oddać się spacerom, w końcu przejrzałam zaległe tabloidy i przyszły nowe pomysły. Nic nie musiałam, natura na Mazurach jest piękna, w powietrzu unosi się zapach lasu, rosną dziko maliny, unoszą się chmary motyli. Miło jest siedzieć po prostu na drewnianym pomoście i patrzeć na jezioro. Mnie to pozytywnie ładuje. 🙂 A Was co ładuje pozytywną energią? Gdzie lubicie się zaszyć?

Jak widać na zdjęciu poniżej na Mazurach też mamy piękne piaszczyste plaże 🙂

no i pasieki… pszczółki pracują na nieskażonych smogiem terenach, polecam Mazurskie miody. Dla zdrowia zawsze przywożę słoik od tamtejszych pszczelarzy.