W końcu przyszła do mnie przełączka do wtyczki  lokówki stożkowej TIGI i mogłam przystąpić do pierwszej próby.

Na wstępie muszę od razu poprawić to co wcześniej napisałam o lokówce tutaj. Otóż pisałam, że nie dołączyli rękawiczki ochronnej, ale jak zaczęłam czytać instrukcje okazało się że ta lokówka ma specjalną “zimną” końcówkę. To znaczy, że kiedy zawijamy włosy wokół grzałki, na końcu się nie nagrzewa i można spokojnie oprzeć palce bez ryzyka poparzenia.

Nakręcenie wszystkich włosów zajęło mi tyle czasu ile mojemu mężowi zarezerwowanie biletów na samolot w internecie 🙂
Użycie tej lokówki jest banalnie proste i sama jestem zszokowana tym jak szybko i bezbłędnie mi poszło.

Nie przygotowałam się specjalnie do zdjęć, więc wybaczcie, bo włosy u mnie już trochę klapnięte i napuszone po całym dniu łażenia po deszczu, a włosy kręciłam tuż przed wstawieniem tego posta.

Na pewno jak będę miała w końcu jakiś wolny dzień od pracy to przygotuję jakieś ładniejsze zdjęcia:)
a na razie tylko jedno się nadaje, niestety mój fotograf jest zajęty oglądaniem meczu.

Ale najważniejsze jest to, że osiągnęłam efekt o jakim marzyłam 😀 a przy świeżych włosach będzie jeszcze lepszy :):):)

Ciekawa jestem co o tym sądzicie?